czwartek, 26 czerwca 2008

Muzeum Lotnictwa

Niedawno, w ramach praktyk obserwacyjnych na naszym wydziale, odwiedziłem Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie (dokładnej ul. nie pamiętam, ale wiem, że się wysiada tramwaju, przystanek przed AWF :P ). Jadąc tam, miałem nadzieję, że usłyszę pasjonujący wykład o historii lotnictwa, rozwoju konstrukcji lotniczych albo jakieś ciekawostki z tym związane.... cóż było "trochę" inaczej....
Nasz pobyt w Muzeum rozpoczął się od wykładu nt. RKM (ręczny karabin maszynowy), który trwał... ponad godzinę... Nie mogę powiedzieć, merytorycznie był naprawdę super, (nawet miałem okazję potrzymać tego RKMa w rękach przez chwilę - teraz wiem czemu Rambo tak chętnie biegał z takim sprzętem :P ), jednak w mojej głowie cały czas tliło się pytanie: OK, ale co to ma wspólnego z lotnictwem?
Po zakończeniu wykładu o RKMie, przeszliśmy do dwóch zabytkowych samolotów (naprawdę fajne maszynki :) ), jeden to była jakaś niemiecka maszyna z rzędowym 6 cylindrowym silnikiem Mercedesa? a druga, to przepiękny dwupłatowiec Sopwith Camel z gwiazdowym 9 cylindrowym silnikiem z czasów I wojny światowej(jeden z 5 takich egzemplarzy na świecie). Tu usłyszeliśmy o rozwiązaniach technicznych dot. silników tych maszyn (rzędowej 6 i 9 cylindrowego silnika gwiazdowego) i ta część była nawet ciekawa, nie mogę powiedzieć....
Po jej zakończeniu już robiłem sobie smaka, że teraz będzie część o samolotach.... nic bardziej mylnego... po przejściu do drugiego hangaru rozpoczął się wykład o działku lotniczym ze Spitfire-ra....
- no tak - pomyślałem sobie - to wy tu sobie stójcie, a ja sobie tymczasem trochę zdjęć w hangarze porobię
No i owszem zrobiłem dwa zdjęcia, po czym usłyszałem donośny głos przewodnika:
- Proszę pana, ale tutaj proszę przyjść!
- Ja &@^#$! - pomyślałem sobie, jestem w hangarze pełnym fajnych maszyn, a muszę słuchać opisu działania jakiegoś działka... - to jakiś koszmar....
po jakiś 30 min. odeszliśmy od nieszczęsnego działka i przeszliśmy do makiet pocisków manewrujących Sidewinder (a raczej ich ruskich kopii, bo te akurat były wystawiane). :)
Muszę przyznać, że to akurat było interesujące i że taki pocisk manewrujący zawiera wiele sprytnych rozwiązań technicznych (np. czy wiedzieliście, że jest zasilany przez turbinkę, którą napędzają gazy z wolno spalającego się ładunku prochowego? i że potem te gazy służą jako czynnik roboczy w tłokach nastawczych lotek sterujących? kapitalne rozwiązanie!)
Jak się później okazało, pociski sterujące były ostatnim punktem programu, po którym z dużym niedosytem musiałem wracać do domu...
Nie rozumiem w czym tkwi problem, że w muzeum lotnictwa, zamiast o samolotach mówi się o broni.... (tak jakby dzięki tym działkom samoloty latały.... ech....)

P.S.
No ale też nie obyło się bez pewnych smaczków! :) Kiedy przechodziliśmy z jednego hangaru do drugiego, zdążyłem strzelić fotki kilku samolotom. Największe moje zdziwienie wywołała ta maszyna:



To samolot rolniczy... ale widzicie jaki on ma napęd? Silnik turbowentylatorowy (mniej więcej tego typu jaki stosuje się w dzisiejszych samolotach pasażerskich!). (dla niewtajemniczonych link: Silnik) Odrzutowy samolot rolniczy - tylko za PRL-u coś takiego mogli wymyślić.....
(No a potem się dziwią czemu komunizm upadł w Polsce... :) )

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

No, nie dziwię się. Słuchanie o 6 i 9 cylindrowym silniku gwiazdowym mnie też by poruszyła. :))

Odrzutowy samolot do opryskiwania pól? Nawet nie wiedziałam, że taki był...

Fajnie piszesz.
Pozdrawiam!