czwartek, 10 lipca 2008

Czarno-białe perypetie

Jak w temacie, czyli? Jak to Maciek zdobywał pierwsze szlify z czarno-białą kliszą :)
Cała historia zaczęła się od informacji zasłyszanej od mojej siostry Marysi, która dowiedziałą się, że jest gdzieś w Krakowie sklep, gdzie czano-białe filmy kosztują nie więcej niż 15 zeta.
Zdziwiłem się mocno gdy to usłyszałem, tym bardziej, że znając ofertę działu foto Saturna (taki sklep RTV AGD jakby ktoś nie wiedział ;) ), przy tego typu materiałach widniały ceny rzędu 28 zł za rolkę (dla porównania zwykły Kodak ISO 200 36 kl. kolor kosztuje 9,99 zł za rolkę).
Złapałem dużego smaka na taką właśnie odshoolową sesję zdjęciową i gdy tylko zdobyłem namiary na to miejsce, wybrałem się tam z zamiarem zakupienia rolki na zdjęcia próbne.
Sklep był tam gdzie powinien być(czyli na ul. Wiślnej koło DH Centrum). Po wejściu, mój wzrok natychmiast padł na regał z kliszami, gdzie wyłowiłem wzrokiem rząd niebieskawych pudełeczek z niewinnie brzmiącym napisem FOMAPAN, gdy przyjżałem się bliżej jednemu z nich dostrzegłem jeszcze dumne, (choć małe) MADE IN CZECH REPUBLIC ;)
- hmm.. chyba nie może być takie złe - pomyślałem i odszukałem wzrokiem cenę - 15 zł?! Tanio! Biorę! - i już za chwilę szczęśliwy opuściłem sklep z rolką FOMAPANA w łapie :)
Okazja do sprawdzenia tego filmu nadarzyła się juz w najbliższy weekend - razem z Marysią (moja siostra :) ) wybraliśmy się na wycieczkę na zamek w Nowym Wiśniczu (gdzie wystawiana jest m.in ikona mojej mamy )
Po dotarciu na zamek, w oczekiwaniu na rozpoczęcie zwiedzania zacząłem strzelać zdjęcia. Moimi pierwszymi modelami zostały 4 ceramiczne krasnale, które znajdowały się przed zamkiem.


Sesja krasnalowa w toku...


Sesja nie trwała długo, ponieważ zjawiła się pani przewodnik (z wyglądu przypominała Valkirię z opery Wagnera) i rozpoczęło się zwiedzanie....
Nie będę wnikał w szczegóły, bo raz, że nie o tym jest ten post, ani nic w zasadzie nie wnosi to szczególnie do sprawy z kliszą (no poza tym, że właśnie na zamku powstały wszystkie zdjęcia, które potem trzeba było wywołać... ). W każdym razie wycieczka była bardzo ciekawa, a budowla pokazała, że ma swoją duszę i klimat.
Po przyjeździe do domu, okazało się, że cała klisza już jest "przerobiona" i nadszedł czas by zanieść ją do fotolabu. Tak więc się też stało i tu zaczęły się perypetie... :) Otóż, ten FOMAPAN, na oko, nie różnił się od kolorowego Kodaka, na oko.... dlatego też myślałem, że wystarczy go zanieść do punktu usługowego i po 2h odebrać gotowe zdjęcia. JEDNAK w fotolabie wyszło szydło z worka... Otóż ten film, nie miał oznacznia Process C-41 (co jak się dowiedziałem oznacza możliwość wywołania automatycznego), a skoro go nie miał, to oznaczało, że należało go wywołać... ręcznie....
(i to by tłumaczyło dlaczego ten film był tak podejrzanie tani - no jasne! proces wywoływana ręczny!!!!!!)
Gdy sprzedawca punktu Fotoserwis mnie o tym poinformował ja tylko o_O ....
- zawsze może pan sam wywołać w domu - powiedział mi z dużym uśmiechem
- ale ja nie umiem - bąknąłem - a nie wie pan, gdzie w Krakowie można to wywołać? - zapytałem niepewnie
- w Domu Turysty wywołują - usłyszałem odpowiedź
- Shit happens... - pomyślałem sobie, już myślałem, że dzisiaj będę cieszył oko zdjęciami a tu taki wałek...
Cóż było robić? Wsiadłem w tramwaj i podjechałem pod rzeczony Dom Turysty.... Patrzę, rzeczywiście jest punkt foto... wchodzę, mówię gościowi jaka sprawa a on tylko: OK, to na jutro będzie...
- Było tak od razu! - pomyślałem sobie, wziałem kwitek i wyszedłem... dopiero w autobusie tak pomyślałem sobie, że fajnie było by wiedzieć ile mnie to będzie kosztowało....
- Trudno, w takim razie dowiem sie przy odbiorze - stwierdziłem sucho i nie myśląc już o tym więcej pojechałem do domu.
Następnego dnia, im bliżej było do terminu odebrania zdjęć, tym coraz częściej w mojej łepetynie pojawiało się pytanie, ile przyjdzie mi zapłacić za ten interes... tym bardziej, że wywoływanie jest ręczne... Na wszelki wypadek przygotowałem 40 zeta i skierowałem się w stronę Domu Turysty...
Ostatecznie okazało się, że cena może nie była niska - 31,60 za wywołanie + 36 odbitek (przy ok 17,80 przy standardowym, kolorowym materiale tej samej długości), ale wyjątkowo można to zaakceptować (w końcu moja pierwsza cz.-b. klisza, nie?). Gdy zerknąłem do zdjęć, humor mi się znacznie poprawił :) (nie ma to jak skromność, co? ;) ) Nie, żeby znowu wszystkie zdjęcia były fenomenalne, ale właśnie ta klisza nadała im dodatkowy, tajemniczy nastrój. I nie raz pewnie w kolorze, wyszły by niektóre z nich słabo, a dzięki temu, zostały uratowane.
Jakieś refleksje z całej historii? Na pewno nauczyłem się, że cz.-b. klisza nadaje niesamowity klimat fotografii, że przy dobrze skomponowanym kadrze, można uzyskać np. ciekawe efekty (a stosując specjalne filtry na obiektyw - jeszcze ciekawsze). Jedyna wada, to niestety ekonomia... Jeśli do ceny wywołania dodam koszt zakupu, to okaże się, że za 1 film cz.-b. mogę mieć 2 kolorowe....
Dlatego też, przynajmniej na początku, gdy tak jak teraz uczę się kadrowania i korzystania z możliwości jakie oferuje mi mój aparat, będę używał tego typu kliszy raczej na specjalne okazje - na "zwykłe" (bo tak naprawdę każdy rejs jest niezwykły) foto-rejsy w miasto, jednak zostanę przy kolorowym Kodaku... :)
A poniżej zamieszczam skan jednego z nich.... ( z góry sorki za jakość, w oryginale wygląda to o wiele lepiej)
gliniany zamek na tle baszty Królowej Bony

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Naucz się wywoływania zdjęć. To zajęcie jest równie ekscytujące, a może bardziej, niż samo ich pstrykanie. Tak słyszałam :)

Maciek pisze...

No chyba będę musiał tak zrobić :)