poniedziałek, 30 czerwca 2008

mój pies Maksiu



18.06.1998 - 30.06.2008


Dzisiaj ok. 12:20 odszedł, po prawie 2 dniowej agonii, mój pies Maks....
Miał 10 lat i 1,5 tyg.... już nie cierpi...


czwartek, 26 czerwca 2008

Muzeum Lotnictwa

Niedawno, w ramach praktyk obserwacyjnych na naszym wydziale, odwiedziłem Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie (dokładnej ul. nie pamiętam, ale wiem, że się wysiada tramwaju, przystanek przed AWF :P ). Jadąc tam, miałem nadzieję, że usłyszę pasjonujący wykład o historii lotnictwa, rozwoju konstrukcji lotniczych albo jakieś ciekawostki z tym związane.... cóż było "trochę" inaczej....
Nasz pobyt w Muzeum rozpoczął się od wykładu nt. RKM (ręczny karabin maszynowy), który trwał... ponad godzinę... Nie mogę powiedzieć, merytorycznie był naprawdę super, (nawet miałem okazję potrzymać tego RKMa w rękach przez chwilę - teraz wiem czemu Rambo tak chętnie biegał z takim sprzętem :P ), jednak w mojej głowie cały czas tliło się pytanie: OK, ale co to ma wspólnego z lotnictwem?
Po zakończeniu wykładu o RKMie, przeszliśmy do dwóch zabytkowych samolotów (naprawdę fajne maszynki :) ), jeden to była jakaś niemiecka maszyna z rzędowym 6 cylindrowym silnikiem Mercedesa? a druga, to przepiękny dwupłatowiec Sopwith Camel z gwiazdowym 9 cylindrowym silnikiem z czasów I wojny światowej(jeden z 5 takich egzemplarzy na świecie). Tu usłyszeliśmy o rozwiązaniach technicznych dot. silników tych maszyn (rzędowej 6 i 9 cylindrowego silnika gwiazdowego) i ta część była nawet ciekawa, nie mogę powiedzieć....
Po jej zakończeniu już robiłem sobie smaka, że teraz będzie część o samolotach.... nic bardziej mylnego... po przejściu do drugiego hangaru rozpoczął się wykład o działku lotniczym ze Spitfire-ra....
- no tak - pomyślałem sobie - to wy tu sobie stójcie, a ja sobie tymczasem trochę zdjęć w hangarze porobię
No i owszem zrobiłem dwa zdjęcia, po czym usłyszałem donośny głos przewodnika:
- Proszę pana, ale tutaj proszę przyjść!
- Ja &@^#$! - pomyślałem sobie, jestem w hangarze pełnym fajnych maszyn, a muszę słuchać opisu działania jakiegoś działka... - to jakiś koszmar....
po jakiś 30 min. odeszliśmy od nieszczęsnego działka i przeszliśmy do makiet pocisków manewrujących Sidewinder (a raczej ich ruskich kopii, bo te akurat były wystawiane). :)
Muszę przyznać, że to akurat było interesujące i że taki pocisk manewrujący zawiera wiele sprytnych rozwiązań technicznych (np. czy wiedzieliście, że jest zasilany przez turbinkę, którą napędzają gazy z wolno spalającego się ładunku prochowego? i że potem te gazy służą jako czynnik roboczy w tłokach nastawczych lotek sterujących? kapitalne rozwiązanie!)
Jak się później okazało, pociski sterujące były ostatnim punktem programu, po którym z dużym niedosytem musiałem wracać do domu...
Nie rozumiem w czym tkwi problem, że w muzeum lotnictwa, zamiast o samolotach mówi się o broni.... (tak jakby dzięki tym działkom samoloty latały.... ech....)

P.S.
No ale też nie obyło się bez pewnych smaczków! :) Kiedy przechodziliśmy z jednego hangaru do drugiego, zdążyłem strzelić fotki kilku samolotom. Największe moje zdziwienie wywołała ta maszyna:



To samolot rolniczy... ale widzicie jaki on ma napęd? Silnik turbowentylatorowy (mniej więcej tego typu jaki stosuje się w dzisiejszych samolotach pasażerskich!). (dla niewtajemniczonych link: Silnik) Odrzutowy samolot rolniczy - tylko za PRL-u coś takiego mogli wymyślić.....
(No a potem się dziwią czemu komunizm upadł w Polsce... :) )

poniedziałek, 16 czerwca 2008

Słońcem malowane

Kiedy wracałem w niedzielę wieczorem ze spotkania, przechodziłem przez Most Dębnicki. Gdy spojrzałem w stronę Wawelu, spostrzegłem, że malowniczo podświetlony zamek wspaniale komponuje się na tle wieczornego nieba. Szczęśliwie miałem ze sobą aparat, więc szybko ustawiłem odpowiedni tryb, oparłem go na balustradzie mostu (przy tak słabym świetle są długie czasy naświetlania, a co za tym idzie, aparat musi być na stabilnym podłożu) i cyknąłem 3 fotki. Następnie w domu małe odszumianie, łączenie i proszę! :) Wieczorna panorama :)



P.S.
Takie małe sprostowanie: wiem, że w nazwie bloga jest codziennik :P i że w zamyśle było publikowanie postów codziennie, jednak często jest tak, że nie potrafię ubrać składnie w słowa tego co w danym dniu mnie spotkało, dlatego chcąc utrzymać jakiś poziom, póki co piszę tak rzadko.

piątek, 6 czerwca 2008

Podpatrzone


i co teraz zrobimy?
Posted by Picasa