piątek, 31 października 2008

Krakooff

Nie odkryję Ameryki, jeśli napiszę, że Kraków, to magiczne miasto... Ma swój niepowtarzalny klimacik, atmosferę, której nie można znaleźć nigdzie indziej... W/w właściwości powodują, że często budynki, które codziennie mijamy w czasie przechadzki po Rynku, w pewnych okolicznościach ukazują swoje niezwykłe oblicze....
Czasami okazja pojawia się sama: np. gdy udamy się na nocny/wieczorny spacerek w okolicach Rynku/Plant i dodamy do tego chęć "ustrzelenia" ciekawych fotek, podpartą aparatem pod łapą, to coś ciekawego musimy otrzymać (nie ma bolca, musimy).
Jako że akurat w tym momencie wracałem z AGH (której gmach wieczorem naprawdę majestatycznie się prezentuje), to moja trasa, "standardowo" prowadziła, m.in. Collegium Novum UJ.
Gdy zobaczyłem pięknie iluminowany budynek, natychmiast pojawiła się myśl, że muszę to "zfocić", co też od razu, zrobiłem.
Gdy podszedłem trochę bliżej, postanowiłem "wyciągnąć" tą historię, która skrywa się w tym budynku. Skupiłem się trochę na jego bryle, chcąc uchwycić detal, który, zdradzał, historyczną przeszłość budowli...
Moją uwagę zwróciły okna, na pierwszym piętrze. Zaciemnione, zdawały się opowiadać barwne dzieje tej uczelni.... Zacząłem się zastanawiać, w jaki sposób je uchwycić. Podszedłem trochę w stronę w stronę ulicy Gołębiej, i cyk! :)


Mając już to zdjęcie, wspomnianą wcześniej Gołębią, skierowałem się w stronę Rynku, licząc, że tam znajdę kolejne inspiracje... Nie myliłem się: gdy wszedłem na płytę i zobaczyłem łopoczące na wietrze flagi (dekoracja z okazji 90 rocznicy wyzwolenia Krakowa spod C.K. panowania), niemalże od razu, przypomniałem sobie, że w moim Canonku, jest taki fajny tryb "powolnej migawki", przez co szybko poruszające się obiekty, na zdjęciach, zostawiają za sobą takie "smugi". Bardzo ciekawie to wygląda... Więc, jak pomyślałem tak zrobiłem... w "praniu" wyszedł jednak pewien problem: taki tryb przewiduje długie czasy naświetlania (ok. 1 s), a to oznacza, że dla optymalnego efektu, aparat nie może drgnąć przez tą 1 s. choćby o mm... niezbędny okazuje się statyw... tyle że w tym momencie, ja nie miałem takiego pod ręką... No ale jakoś udało mi się porobić kilka fotek tych flag... jak wyszły? hmm.. oceńcie sami... :)






piątek, 3 października 2008

Jest takie miejsce niezwykłe....

Bazylika św. Franciszka z Asyżu w Krakowie.... niesamowite miejsce...

Od Artystyczne



Przy odrobinie chęci i Photoshopa, można wydobyć chociaż niewielki fragment głębi jaką posiada to miejsce...

wtorek, 30 września 2008

na wesoło.... ;)

Znalezione w internecie:

Siostra powtarza z najmłodszymi treść poprzedniej katechezy. Maciuś, próbując błyskotliwie odpowiadać, tłumaczy:
- Pan Bóg stworzył człowieka na obraz... nędzy i rozpaczy!

:P :P :P :D

wtorek, 19 sierpnia 2008

Hej

Przepraszam was wszystkich, że troszkę zapuściłem tego bloga i nie pisałem nic nowego, przez dłuższy czas... :) Mam trochę za dużo spraw na głowie. W najblższym czasie obiecuję poprawę :D
A na osłodę... fotka :D


czwartek, 10 lipca 2008

Czarno-białe perypetie

Jak w temacie, czyli? Jak to Maciek zdobywał pierwsze szlify z czarno-białą kliszą :)
Cała historia zaczęła się od informacji zasłyszanej od mojej siostry Marysi, która dowiedziałą się, że jest gdzieś w Krakowie sklep, gdzie czano-białe filmy kosztują nie więcej niż 15 zeta.
Zdziwiłem się mocno gdy to usłyszałem, tym bardziej, że znając ofertę działu foto Saturna (taki sklep RTV AGD jakby ktoś nie wiedział ;) ), przy tego typu materiałach widniały ceny rzędu 28 zł za rolkę (dla porównania zwykły Kodak ISO 200 36 kl. kolor kosztuje 9,99 zł za rolkę).
Złapałem dużego smaka na taką właśnie odshoolową sesję zdjęciową i gdy tylko zdobyłem namiary na to miejsce, wybrałem się tam z zamiarem zakupienia rolki na zdjęcia próbne.
Sklep był tam gdzie powinien być(czyli na ul. Wiślnej koło DH Centrum). Po wejściu, mój wzrok natychmiast padł na regał z kliszami, gdzie wyłowiłem wzrokiem rząd niebieskawych pudełeczek z niewinnie brzmiącym napisem FOMAPAN, gdy przyjżałem się bliżej jednemu z nich dostrzegłem jeszcze dumne, (choć małe) MADE IN CZECH REPUBLIC ;)
- hmm.. chyba nie może być takie złe - pomyślałem i odszukałem wzrokiem cenę - 15 zł?! Tanio! Biorę! - i już za chwilę szczęśliwy opuściłem sklep z rolką FOMAPANA w łapie :)
Okazja do sprawdzenia tego filmu nadarzyła się juz w najbliższy weekend - razem z Marysią (moja siostra :) ) wybraliśmy się na wycieczkę na zamek w Nowym Wiśniczu (gdzie wystawiana jest m.in ikona mojej mamy )
Po dotarciu na zamek, w oczekiwaniu na rozpoczęcie zwiedzania zacząłem strzelać zdjęcia. Moimi pierwszymi modelami zostały 4 ceramiczne krasnale, które znajdowały się przed zamkiem.


Sesja krasnalowa w toku...


Sesja nie trwała długo, ponieważ zjawiła się pani przewodnik (z wyglądu przypominała Valkirię z opery Wagnera) i rozpoczęło się zwiedzanie....
Nie będę wnikał w szczegóły, bo raz, że nie o tym jest ten post, ani nic w zasadzie nie wnosi to szczególnie do sprawy z kliszą (no poza tym, że właśnie na zamku powstały wszystkie zdjęcia, które potem trzeba było wywołać... ). W każdym razie wycieczka była bardzo ciekawa, a budowla pokazała, że ma swoją duszę i klimat.
Po przyjeździe do domu, okazało się, że cała klisza już jest "przerobiona" i nadszedł czas by zanieść ją do fotolabu. Tak więc się też stało i tu zaczęły się perypetie... :) Otóż, ten FOMAPAN, na oko, nie różnił się od kolorowego Kodaka, na oko.... dlatego też myślałem, że wystarczy go zanieść do punktu usługowego i po 2h odebrać gotowe zdjęcia. JEDNAK w fotolabie wyszło szydło z worka... Otóż ten film, nie miał oznacznia Process C-41 (co jak się dowiedziałem oznacza możliwość wywołania automatycznego), a skoro go nie miał, to oznaczało, że należało go wywołać... ręcznie....
(i to by tłumaczyło dlaczego ten film był tak podejrzanie tani - no jasne! proces wywoływana ręczny!!!!!!)
Gdy sprzedawca punktu Fotoserwis mnie o tym poinformował ja tylko o_O ....
- zawsze może pan sam wywołać w domu - powiedział mi z dużym uśmiechem
- ale ja nie umiem - bąknąłem - a nie wie pan, gdzie w Krakowie można to wywołać? - zapytałem niepewnie
- w Domu Turysty wywołują - usłyszałem odpowiedź
- Shit happens... - pomyślałem sobie, już myślałem, że dzisiaj będę cieszył oko zdjęciami a tu taki wałek...
Cóż było robić? Wsiadłem w tramwaj i podjechałem pod rzeczony Dom Turysty.... Patrzę, rzeczywiście jest punkt foto... wchodzę, mówię gościowi jaka sprawa a on tylko: OK, to na jutro będzie...
- Było tak od razu! - pomyślałem sobie, wziałem kwitek i wyszedłem... dopiero w autobusie tak pomyślałem sobie, że fajnie było by wiedzieć ile mnie to będzie kosztowało....
- Trudno, w takim razie dowiem sie przy odbiorze - stwierdziłem sucho i nie myśląc już o tym więcej pojechałem do domu.
Następnego dnia, im bliżej było do terminu odebrania zdjęć, tym coraz częściej w mojej łepetynie pojawiało się pytanie, ile przyjdzie mi zapłacić za ten interes... tym bardziej, że wywoływanie jest ręczne... Na wszelki wypadek przygotowałem 40 zeta i skierowałem się w stronę Domu Turysty...
Ostatecznie okazało się, że cena może nie była niska - 31,60 za wywołanie + 36 odbitek (przy ok 17,80 przy standardowym, kolorowym materiale tej samej długości), ale wyjątkowo można to zaakceptować (w końcu moja pierwsza cz.-b. klisza, nie?). Gdy zerknąłem do zdjęć, humor mi się znacznie poprawił :) (nie ma to jak skromność, co? ;) ) Nie, żeby znowu wszystkie zdjęcia były fenomenalne, ale właśnie ta klisza nadała im dodatkowy, tajemniczy nastrój. I nie raz pewnie w kolorze, wyszły by niektóre z nich słabo, a dzięki temu, zostały uratowane.
Jakieś refleksje z całej historii? Na pewno nauczyłem się, że cz.-b. klisza nadaje niesamowity klimat fotografii, że przy dobrze skomponowanym kadrze, można uzyskać np. ciekawe efekty (a stosując specjalne filtry na obiektyw - jeszcze ciekawsze). Jedyna wada, to niestety ekonomia... Jeśli do ceny wywołania dodam koszt zakupu, to okaże się, że za 1 film cz.-b. mogę mieć 2 kolorowe....
Dlatego też, przynajmniej na początku, gdy tak jak teraz uczę się kadrowania i korzystania z możliwości jakie oferuje mi mój aparat, będę używał tego typu kliszy raczej na specjalne okazje - na "zwykłe" (bo tak naprawdę każdy rejs jest niezwykły) foto-rejsy w miasto, jednak zostanę przy kolorowym Kodaku... :)
A poniżej zamieszczam skan jednego z nich.... ( z góry sorki za jakość, w oryginale wygląda to o wiele lepiej)
gliniany zamek na tle baszty Królowej Bony
Powered By Blogger