wtorek, 5 października 2010

"timetable" of life

Tytuł tego posta jest wynikiem dostrzeżenia prawdziwości słów Koheleta "Każda rzecz ma swój czas" Koh 3,1.
Bezpośrednim impulsem do takich przemyśleń było rozpoczęcie studiowania II kierunku studiów. Niestety, zamiast tak, jak w większości przypadków - studiowania prawie równolegle z pierwszym, u mnie jest tak, że jestem na końcówce I i zaczynam II...
Z jednej strony fajnie, bo kierunek, który wybrałem, już od pewnego czasu "chodził za mną", tylko jakoś "nie było okazji", żeby go rozpocząć... aż do teraz... I jest we mnie radość i wdzięczność, bo także mogłem zobaczyć jak wielkim darem jest móc studiować - (szkoda, że trzeba było trochę do tego dojrzeć...)
Nie mniej, jest takie uczucie, że mimo wszystko ten okres, w którym studia (czyt. nauka na "pełny etat") stanowiły trzon mojego życia już minął, że teraz trzeba iść dalej, że trzeba iść do przodu... Tu też przypominają mi się słowa o. Piotra Rostworowskiego EC, że w życiu musi być pewna dynamika, że nie można się zatrzymywać w miejscu, że trzeba iść cały czas naprzód...

niedziela, 5 września 2010

Inspiracje

Są takie zdjęcia, które, moim zdaniem mają w sobie (zamierzony lub nie) przekaz. Np. jak poniższa, która wg. mnie zachęca do pójścia pod prąd... 

fot. Wojtek Ulman OFM Conv

Mamy tu widoczny duży kontrast: z jednej strony elegancja typowego męskiego stroju (a przynajmniej jego fragmentu ;), a z drugiej, zwykły szary habit (z fragmentem stuły) zlewający się z ziemią i sandały... z jednej strony dobra doczesne, z drugiej ubóstwo... 

środa, 1 września 2010

71 rocznica Apokalipsy...

71 lat temu Niemcy hitlerowskie napadły na Polskę... bez ostrzeżenia...

Nie wnikając dokładnie w szczegóły historyczne, próbowałem wyobrazić sobie, co musieli czuć ci ludzie, którzy byli świadkami tego, co się dzieje.

Dopiero co kończyły się wakacje, dzieci miały iść do szkoły, dorośli kończyli urlopy... Sielanka... W tle co prawda dość wyraźnie wisiała groźba ew. wojny, ale większość obywateli miała nadzieję, że nikt nie jest na tyle szalony, by po 20 latach od poprzedniego konfliktu, wszczynać nowy...
Niestety...
Najpierw poranne gazety donoszą o ataku na Westerplatte, zbombardowaniu Wielunia i wkroczeniu wojsk Niemieckich do Polski praktycznie na całej długości granicy... tego samego dnia pierwsze bomby spadły także na Częstochowę, Kraków, Tczew i Górny Śląsk...
Ci, którzy jeszcze dzień wcześniej, pisali w gazetach, że "Hitler nie zaryzykuje wojny",zderzyli się z twardą rzeczywistością...
już 3 września, zajęte były Śląsk, część Wielkopolski i Kujawy...
Co prawda, tego samego dnia Anglia i Francja wypowiedziały wojnę Niemcom ALE... poza przekroczeniem granicy, i zajęciem Saary... właściwie nie zrobiły nic...

W tym czasie wojska niemieckie posuwały się naprzód... a do ludności cywilnej, oprócz wiadomości z frontu, docierały także budzące grozę pogłoski o niebywałym okrucieństwie niemieckiej armii wobec cywilów...

Polska arma broniła się zaciekle, ale wobec przewagi liczebnej i nie do końca skoordynowanych działań dowódców, nie była w stanie zatrzymać ataku....

17.09 - atak Sowietów przesądził sprawę...

Poniższy film ilustruje to w dość sugestywny sposób...


To musiało być straszne doświadczenie - sielanka, w ciągu niespełna kilkunastu godzin zamieniła się w piekło...

Naloty bombowe powodowały, że nawet ci, którzy byli pozornie daleko od linii frontu, nie mogli się czuć bezpiecznie...

Dodatkowo, doszło jeszcze poczucie zupełnego opuszczenia po, niemrawej reakcji Francji i Niemiec i zdradzieckim ataku Rosjan...

Co było dalej wiemy: masowe mordy ludności cywilnej, obozy zagłady, "przemysłowa" eksterminacja narodów... jednym słowem Apokalipsa

Dziś wielu historyków jest zdania, że przecież można było temu zapobiec..., że gdyby Anglia i Francja zareagowały... gdyby zareagowano na aneksję Austrii... gdyby...
Tyle, że obecnie też mamy wielu takich "Hitlerów" i wciąż nikt nie reaguje... Obecnie też planuje i przeprowadza się agresje, w imię osiągnięcia czysto gospodarczych celów, często po płaszczykiem szumnych haseł... i także nikt, bądź niewiele osób chce reagować...

środa, 25 sierpnia 2010

Piękno natury

Są takie chwile kiedy mam ochotę podnieść ręce do góry i zakrzyknąć z radości i zachwytu z powodu tego, co widzę. Cóż to takiego? Natura, a szczególnie nocne, rozgwieżdżone niebo, które ukazując niesamowite, wręcz mistyczne piękno, jednocześnie uczy pokory, że my ludzie, wobec potęgi wszechświata jesteśmy niczym... Jak potężny musi być Ten, spod którego ręki wyszło to wszystko?
To co dodatkowo zaskakuje, to, że w tym pozornym chaosie, jest niesamowity porządek, mimo ogromu tego wszystkiego co widzimy, wszystkie planety, gwiazdy galaktyki są ze sobą ściśle powiązane i oddziaływują na siebie wzajemnie. I nie ważne, że odbywa się to za pośrednictwem praw fizyki. I im bardziej zagłębiam się w te zależności i szczegóły, to tym bardziej się utwierdzam, że to wszystko jest zbyt skomplikowane i zarazem zbyt regularne aby mogło byc dziełem czystego przypadku...

Poniżej film, który mnie zainspirował do napisania tego posta

Joshua Tree Under the Milky Way from Henry Jun Wah Lee on Vimeo.


P.S
Kiedy widzimy na nocnym niebie Drogę Mleczną - mamy niezwykłą okazję podziwiac naszą galaktykę jakby w przekroju... I przed naszymi oczami rozciąga się panorama na kilkadziesiąt lat świetlnych..

EDIT:
poniższy filmik doskonale ilustruje rozmiary zbadanego dotychczas Wszechświata: wszelkie wymiary i odległości są zachowane w skali.

środa, 27 stycznia 2010

Mniej niż zero...

Wydawać by się mogło, że co jak co, ale opady śniegu w styczniu zaskoczyć nikogo nie mogą, a już niewielkie opady (tak do 5 cm) to powinna być norma... Jak można się było przekonać całkiem niedawno - nie wszędzie...

Zacznijmy od naszych wspaniałych punktualnych i nowoczesnych kolei ;)
Wystarczyła mieszanka marznącego deszczu + mróz - 10 stopni i PKP leży (a raczej stoi) i kwiczy... I, co gorsza, wcale to nie były jakieś drugorzędne linie, ale te główne szlaki z CMK na czele... Lekki chaos, który trwał od początku roku, spowodowany zmianą rozkładu jazdy, zamienił się w totalny burdel... Nikt nie wiedział, czy pociąg wyjedzie, a jeśli tak, to czy dojedzie, i kiedy.. opóźnienia rzędu 3-4 godzin to norma, rekordziści dobijali do 14 h.... Co gorsza pasażerowie często jechali bez ogrzewania..
Oliwy do ognia dolewał jeszcze rzecznik prasowy PKP Intercity twierdząc, że opóźnienia rzędu 2h to całkiem nieźle i, że on sam nie raz jeździ w gorszych warunkach... Pasażerowie chyba byli odmiennego zdania, bo niektóre relacje w TV to był tylko ciąg pisków przerywany pojedynczymi słowami...
Wróćmy do sedna sprawy. Jak się okazało, wspomniana wcześniej mieszanka, spowodowała oblodzenie trakcji i pociągi (elektryczne) bez trakcji nigdzie nie pojadą... Zwykle na taką chwilę, są trzymane rezerwy lokomotyw spalinowych, ale... ktoś kiedyś uznał, że są zbędne i lokomotywy trafiły pod palnik, a następnie do pieca hutniczego... A te co zostały, nie były w stanie zapewnić płynnego ruchu...
Co jakiś czas w TV widać było tylko relacje z "odkuwania" sieci - czyli brygady okutanych po uszy pracowników PKP PL, którzy na podnośnikach obkładali drewnianymi pałami przewody trakcyjne... ;) Nie ma to jak XXI wiek ;) (Swoją drogą to ciekaw jestem czy takie "odkuwanie" nie odbije się potem na "zdrowiu" przewodów trakcyjnych)
Po 3 dniach chaosu, dumne z siebie władze kolejowe, ogłosiły że już wszystko udrożniono... i pociągi mogą jeździć normalnie... no prawie normalnie...
gdzie niegdzie zdarzały się jeszcze opóźnienia do 2h, ale ogólnie było już lepiej.

Poza koleją też można zaobserwować wielkie zdziwienie na twarzach ludzi, gdy prognoza pogody mówi o 20 stopniowych mrozach... Na ulicach można zobaczyć jak światło dzienne ujrzała "ciężkie opancerzenie" w postaci różnej maści kożuchów i futer, oraz różnych grubych (niekoniecznie modnych) kurtek... Tak na oko niektóre chyba pamiętały jeszcze stan wojenny...Cóż, widać, że pewne rzeczy, sprawdzone "w boju", mimo upływu czasu, są nie do zastąpienia...
Gdzieniegdzie zdarzają się też "okazy" które pomykają przy -15 w kusych kurteczkach z nerami i pępkami na wierzchu (masochistki jakie czy co?) w wielkich szpilach na nogach...

Jak widać przez to całe "globalne ocieplenie" ludzie zapomnieli jak wygląda zima... Dobrze, że natura postawiła im to przypomnieć ;)

Mniej więcej w tym samym czasie, wybrałem się razem z moją siostrą na taki "rozruchowy" marsz po Lasku Wolskim. Trasa wiodła spod hotelu Cracovia, przez kopiec Kościuszki, ZOO do kopca Piłsudskiego.

Gdy byliśmy na ostatnim etapie (Zoo -> Kopiec Piłsudskiego) mieliśmy okazję podziwiać piękno ale również niszczycielską siłę mrozu. Widzieliśmy dziesiątki połamanych drzew i gałęzi. Część przygięta do ziemi pod naporem lodowej skorupy - jednym słowem totalna demolka...

Jak widać na zdjęciach, zima się nie pieści z otoczeniem...



Z kopca było to widać jeszcze lepiej i dokładniej, a i na samej górze wszystkie balustrady i poręcze zyskały dodatkowe - lodowe otuliny. Na szczycie było bardzo niebezpiecznie, zejście, przynajmniej z tarasu widokowego, wymagało maksymalnej ostrożności, wystarczyło na moment się zagapić i zjazd (niekoniecznie na tyłku)na przełaj w dół murowany. A że pod cienką warstwą śniegu był lód, a na dole czekał zmrożony żywopłot... to nie było by to zbyt przyjemne... Na szczęście w takim stanie był tylko fragment wystający powyżej linii koron drzew, pozostała część była w całkiem znośna. Na górze doskonale można było zobaczyć skalę zniszczenia lasu, wszystkie drzewa z gałęziami ugiętymi do dołu. W miejscu placu zabaw - między huśtawkami i domkami walały się połamane gałęzie... Było także drzewo, które jakimś cudem nie złamało się i zostało zgięte do ziemi (patrz zdjęcie). Z każdym mocniejszym powiewem wiatru słychać było tylko skrzypienie i ciche trzaski wśród drzew.






Jak napisałem wcześniej, wszystko na szczycie było oblodzone, w pełnym tego słowa znaczeniu... wszystko, łącznie ze źdźbłami trawy, które zostały wydobyte spod śniegu przez wiatr... teraz zakute lodowe czapeczki, wyglądały całkowicie nieziemsko.